Byłem szczęśliwym koniem i mieszkałem u ludzi ale wszystko co dobre zawsze kiedyś się kończy.
Moje szczęście się skończyło tego dnia kiedy ja moja pani i jej przyjaciółka wybraliśmy się na przejażdżkę. Na drodze po której zwykle nic nie jeździło nic w poślizg wpadła ciężarówka. Koleżankę mojej panie przejechała. Moja pani straciła nogę a mnie doprowadziła do stanu takiego w jakim jestem teraz. Z potulnego ogiera zmieniłem się nie do poznania. Znienawidziłem ludzi. Chciano mnie uśpić. Jednak rodzice mojej pani postanowili zawieźć mnie do Zaklinacza Koni. Jednak byłem tam tylko dwa miesiące bo uciekłem. szukałem domu wśród dzikich koni. Znalazłem się w wielu stadach w których nie zagrzewałem miejsca. Wszyscy śmiali się z mojego pyska i piersi. W końcu znalazłem się tu i tu zostanę na zawsze, bo nikt nie naśmiewa się z moich ran.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz