Była północ.Wszyscy już spali,ale nie byłam pewna co do Huragana. Znów była pełnia.Wyszłam z jaskini bardzo cicho...Szłam przed siebie.Malec w mym brzuchu się poruszył.Skuliłam się z bólu i poszłam dalej.Świeciłam się w świetle księżyca.Nagle weszłam do Mrocznej Puszczy.Przeszłam przez nią i zobaczyłam przeogromną polanę.Było zupełnie cicho.Wspięłam się na skałę i zobaczyłam jak wiatr powoli porywa trawę polany.Nagle usłyszałam warczenie.Pomyślałam,że to tylko mój brzuch,więc ruszyłam dalej.Po chwili stałam po środku polany.Brzuch bolał mnie coraz bardziej.Musiałam się położyć...Zaczęło się.Malec już chciał ze mnie wyjść!Wszystko mnie bolało...Nagle szakale zaczęły mnie okrążać...Co chwile się śmiały mówiąc:
-Nikt cię nie uratuje!Zginiesz razem z tym swoim bachorem!-i chodziły dalej.Zaczęłam wołać o pomoc:
-Pomocy!!!Ratunku!!!-krzyczałam
Huragan,dokończ.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz